Gruzja – pod Tetnuldi

Tym razem chciałbym zaproponować spacer po wielkiej dolinie Mulakhi, którą podziwiamy w dole, jadąc z Mestii w kierunku stacji narciarskiej Tetnuldi. Jest to świetna opcja na spędzenie jednego dnia, gdy potrzebujesz przerwy od wyciągów, a znasz już większość zakamarków Mestii. Jest to również ciekawa alternatywa dla stosunkowo drogiej i zajmującej więcej czasu wyprawy do Ushguli. A przy okazji odwiedzimy nie jedną lecz kilka wiosek ↓

Jeździliśmy tą drogą codziennie i widok wsi rozsianych bezpośrednio u podnóży trzytysięczników sprawiał, że miałem ochotę poprosić kierowcę aby zatrzymał się na chwilę i zamiast pod wyciąg, ruszyć przed siebie w kierunku tych starych baszt, do wiosek gdzie właśnie leniwie zaczynał się kolejny dzień.

W końcu taki dzień nadszedł. Kierowca był bardzo zdziwiony zwłaszcza, że gdzieś w tle majaczyły już białe połacie Tetnuldi Ski Resort ale w końcu zgodnie z prośbami zostawił nas na pustej drodze.

Przez środek doliny przepływała rzeka Mulkhura, a nad tym wszystkim górująca Ushba. Warto w tym miejscu – przy drodze – zrobić zdjęcie ponieważ – i to jest chyba jedyny minus tej wycieczki – gdy zejdziemy do doliny – Ushba schowa się. Nie ma jednak powodu do zmartwień gdyż jej brak wynagrodzi nam inny piękny szczyt.

 

Ścieżką schodzimy w dół i wkrótce dochodzimy do pierwszych zabudowań. Wszystko wydaje się opuszczone ale to tylko pierwsze wrażenie; zza studni jakiś miejscowy nieruchomo gapi się na nas, w którejś z zagród krowy sforsowały bramę i same powolutku udają się w kierunku czegoś co można nazwać wodopojem, czarne, włochate świnki delektują się jakimś dopiero co wygrzebanym przysmakiem… Coś tu się jednak dzieje ale raczej powoli, niespiesznie.

Pomiędzy koronami starych drzew prześwitują ogromne białe szczyty i trudno się dziwić, że życie w takich okolicznościach przyrody toczy się leniwie… Tylko psy nas zwęszyły i z paru miejsc dochodzi głośne szczekanie.

↓ Tviberi – tak wyglądają wrota do głównego pasma Wielkiego Kaukazu, jeden z powodów aby do Gruzji wrócić po raz kolejny…

Chodzimy sobie od wioski do wioski… w pewnym sensie jest tu bardziej dziko niż w popularnym Ushguli. Tam, co by nie mówić, był jeden „normalny” sklepik, tutaj na kilka wsi, są sklepy w liczbie 2 lub 3 ale wygląda to w ten sposób, że wchodzisz komuś do domu i jeden z pokojów lub spiżarnia są przerobione na mały składzik z półkami i podstawowymi towarami. W jednej z osad stoi duży odnowiony budynek – szkoła. Pomyślałem sobie jaki widok z okien mają te dzieciaki – wprost na cały masyw Tetnuldi! W ogrodzie przy budynku jakieś popiersie już bałem się że zobaczę tam gębę Stalina i cały nastrój sielanki pryśnie, na szczęście nie. Dzieci dobrze mówią po angielsku, wszystkie pytały czy byliśmy w Tetnuldi Ski Resort – są dumne z tej kolejki i gdy to pokolenie podrośnie, miejsce to zmieni się nie do poznania…

↓ Przez most na niezbyt wartkiej i miejscami zielonkawej (nie wszystko tu musi być super) rzece Mulkhurze przechodzimy na północną stronę doliny.

↓ Sponsorem dzisiejszej wycieczki jest T jak Tetnuldi – dziesiąty szczyt Kaukazu pod względem wysokości patrząc ale nie zawsze o wysokość chodzi… W samej Gruzji jest tyle wybitnych szczytów: niesamowita Ushba, Mkinwarcweri – wulkan do ścian którego przykuty został Prometeusz, znany dziś bardziej jako Kazbek, najwyższa Shkhara, piramidalny Tetnuldi właśnie i wszędzie gdzie nie spojrzysz rozpościera się coś ciekawego, a to majestatyczna Laila (o ile udało mi się właściwie zidentyfikować), a to tajemnicza Ulukara, której wielka lodowa czapa wygląda niesamowicie i bardzo skąpe są o niej informacje.

Przechodzisz do następnej miejscowości i perspektywa zmienia się całkowicie. ↓ Tutaj już piramida Tenuldi (4858m)  zdecydowanie góruje nad wszystkim, poobliskie szczyty takie jak Kasebi (3360m), Lujiira (3469m), które wcześniej zdawały się rywalizować z Tetnuldi potulnie wpisały się w Jej dominujący kształt.

„A jeśli dom będę miał,
To będzie bukowy koniecznie,
Pachnący i słoneczny”

Opuszczamy dolinę nad którą pieczę sprawuje Tetnuldi i gdzie nie sięga moc Czarownicy Kaukauzu. I podobnie jak to było podczas ostatniej wizyty w Swanetii wiem, że znowu chcę tu wrócić ale tym razem gdy wszystkie te pagóry rozkwitną na zielono.

 


 

☩ Bartosz do Mulakhi niestety nie dotarł, a wiem że bardzo chciał ☩

photography wp theme

COMMENTS

No comments yet.