Opuszczona wioska

Kolejny dzień, który rozpoczął się nieszczególnie tzn. chmury przyklejone do okolicznych szczytów, mżawka i zimny wiatr. Łapiemy jednak stopa i ruszamy do kolejnej mało znanej doliny.

Warto zwrócić uwagę na wioskę widoczną w środkowej części, na lewo od wodospadu… Podobne, a wciąż nowe widoki ukazują się tu z każdym pokonanym zakrętem. Ludzie żyją albo żyli (bo wiele z tych osad jest opuszczona) w niezwykłym otoczeniu.

Koń… krowa, kura, kaczka i droga na Akhaltsikhe ↑

Prawie jak Wyspa Wielkanocna – to miejscowość Sno i zagadkowe głowy Lenina znad pianina ↑

Powoli dochodzimy do miejsca, z którego zaczniemy właściwy start naszej dzisiejszej wycieczki. Jest to mała wioska nad rzeką Artkhmosikali. Jak się okazuje sklepu brak, a my w końcu przy Drodze Wojennej kupiliśmy chleb i przydało by się jeszcze coś do niego… I w takich miejscach najłatwiej znajdziesz osoby, które podzielą się tym co mają; w naszym przypadku był to kawał, świeżego sera, za który starsza Pani nie chciała wziąć od nas ani grosza…

↑ Ot jedna z mijanych dolin, samochody z turystami w kierunku Juty jadą prosto, a my odbijamy do koryta rzeki, która w tym okresie płynie dość wartko ale zaledwie częścią szerokiej niecki.  Niewielka jak się wydawało dolina, a do pierwszego zakrętu idziemy strasznie długo. Jednak o nudzie nie ma mowy bo marsz urozmaica meandrująca rzeka, pasące się samopas konie, wodospad. Dochodzimy do zakrętu i dalej można próbować przejść dołem lub po zielonych tarasach piąć się coraz wyżej…

…co oczywiście czynimy. I w końcu ukazuje się dalsza część doliny…

Ani jednego człowieka , zwierzęta biegają samopas , klimat psują te kolczyki u krów – jedyny przejaw cywilizacji w tym miejscu.

W końcu deszcz, który do tej pory tylko straszył, wzmaga się. Na szczęście zza zakrętu odsłania się już powoli cel naszej wędrówki – zarastająca wysokimi chwastami, zapomniana wioska – Arthkmo ↓

Jest tu zaledwie kilka małych, podupadłych chat. Sądząc po dacie kalendarza wiszącego na ścianie jednej z nich ta widmowa osada opustoszała gdzieś przed dwudziestu laty. Tymczasem po deszczu został jedynie ślad w postaci mokrej trawy, nad nami zaświeciło słońce, obok kwitły drzewa owocowe, zieleniły się łąki, a z dali dochodził szum wodospadów i wydawać by się mogło, że trafiliśmy do raju…

jednak wnętrza chat przypominały raczej scenografię z dobrego horroru ↓

…a nieobliczalna pogoda, po chwili znów spłatała figla. Zasiedliśmy więc na „werandzie” jednej z chałup i oglądaliśmy całkiem inny ale również piękny Kaukaz.

Obiad może i skromny ale w takim miejscu smakuje jakże wspaniale!

Wracamy. Wioska znika za zakrętem, a pogoda taka jak widać – znowu mamy lato ?

Warto na koniec dodać, że nie dotarliśmy nawet do połowy tej doliny. Dalej może być jeszcze ciekawiej bo sprawdzając na mapie robi się coraz bardziej wąsko, jeszcze bardziej stromo, a ośnieżone szczyty, które gdzieś na końcu majaczyły wyglądały naprawdę interesująco… Tak więc mamy w Gruzji kolejne miejsce, do którego jest po co wracać ?

photography wp theme

COMMENTS

No comments yet.